nr 107, kwiecień 2012

Biuletyn Miesięczny Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE
Nr 107, kwiecień 2012 r.
Od Redakcji
Dyskusja o podniesieniu wieku emerytalnego wykazała jak istotne są kwestiedemografii i rodziny, zatem zamierzamy poświęcić uwagę w kilku najbliższych numerach właśnie tej problematyce.

RODZINA PODSTAWOWĄ WSPÓLNOTĄ ŻYCIA SPOŁECZNEGO I DZIAŁALNOŚCI PAŃSTWA

Polacy w ogromnej większości deklarują się jako ludzie wierzący. Ale nie wszyscy zdają sobie sprawę i rozumieją, że odpowiedzialność przy składaniu takiej deklaracji wymaga konsekwentnej postawy człowieka wierzącego. Oznacza to między innymi przyjęcie wskazań Dekalogu i Ewangelii, a także dawania świadectwa (!) wyznawanym wartościom.
Ojciec Święty Jan Paweł II jednoznacznie wskazał, iż chrześcijanie, w imię własnego powołania ludzi wierzących, nie powinni uchylać się od udziału w tworzeniu dobra wspólnego i jego kształtowaniu – „Świeccy nie mogą rezygnować z udziału w polityce, czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra” . A pełniąc takie obowiązki, jak uczy Sobór Watykański II, świeccy wierni „kierując się chrześcijańskim sumieniem” , w zgodzie z wartościami harmonizującymi z tym sumieniem, powinni wykonywać właściwe im zadanie, jakim jest przenikanie duchem chrześcijańskim doczesnego porządku, z poszanowaniem jego natury
i prawowitej autonomii .
Współczesnym chrześcijanom podejmującym się takich zadań, Kościół proponuje swoją Naukę Społeczną. Znajdujemy w niej „zasady refleksji, kryteria osądu i wskazówki do działania, które są punktem wyjścia do promowania integralnego i solidarnego humanizmu”  zdolnego tworzyć nowy porządek społeczny, ekonomiczny i polityczny, oparty na godności i wolności każdej ludzkiej osoby, realizowany w pokoju, sprawiedliwości i solidarności .
Społeczne Nauczanie Kościoła, jak uczy Jan Paweł II, jest „dokładnym sformułowaniem wyników pogłębionej refleksji nad złożoną rzeczywistością ludzkiej egzystencji w społeczeństwie i w kontekście międzynarodowym, przeprowadzonej w świetle wiary i tradycji kościelnej. Jej podstawowym celem jest wyjaśnianie tej rzeczywistości poprzez badanie jej zgodności czy niezgodności z nauką Ewangelii o człowieku
i jego powołaniu doczesnym, zmierza zatem do ukierunkowania chrześcijańskiego postępowania” .
Społeczne Nauczanie Kościoła, które proponuje autentyczną, humanistyczną koncepcję rozwoju gospodarczego, przedstawia personalistyczną i wspólnotową wizję ekonomii . I z racji takiej wizji rozwoju może stanowić również wartościową propozycję dla tych, którym nie było dane zakorzenić się w nauce Chrystusa i w związku z tym nie potrafią odnosić świadomości własnej egzystencji do Boga Stworzyciela.
Głównymi elementami Społecznego Nauczania Kościoła, które powinny stanowić podstawę budowania życia społeczno – gospodarczego, są: pojęcie dobra wspólnego, personalizm, a także zasady pomocniczości
i solidarności czy sprawiedliwości i miłości społecznej.
Dążenie do dobra wspólnego, które jest podstawowym kryterium polityki uprawianej na rzecz osoby i społeczeństwa, stanowi o dobru
i pełniejszym rozwoju całego człowieka i zarazem wszystkich ludzi. Wyznając zasadę dobra wspólnego, Społeczne Nauczanie Kościoła kieruje się antropologią personalistyczną. A z tej chrześcijańskiej koncepcji osoby wypływa właściwa wizja społeczeństwa . Natomiast elementami Społecznego Nauczania Kościoła wyznaczającymi kierunki działania
w życiu społeczno – gospodarczym są zasady: pomocniczości
i solidarności. «Solidarność» to postawa moralna i społeczna, która oznacza poczucie odpowiedzialności za słabszych, ale zarazem wymaga od słabszych, nie bierności i domagania się słusznych praw, ale solidarnego wkładu w dobro wspólne . Natomiast zasada «pomocniczości» głosi, że: „..społeczność wyższego rzędu nie powinna ingerować w sprawy społeczności niższego rzędu, pozbawiając ją kompetencji, lecz winna wspierać ją w razie konieczności i pomóc w koordynacji jej działań
z działaniami innych grup społecznych dla dobra wspólnego…” . Ta zasada jest przeciwna wszelkim formom kolektywizmu i wyznacza granice interwencji państwa. Nakłania do uporządkowania relacji między jednostkami i społecznościami .
Zasady pomocniczości i solidarności powinny przyświecać państwu
w takim reformowaniu jego gospodarki, by sprzyjając swobodnej działalności gospodarczej, dając miejsca pracy i źródła dochodu, ustalać
w obronie słabszych pewne ograniczenia autonomii tych, którzy ustalają warunki pracy, a w każdym przypadku zapewnić minimum środków utrzymania bezrobotnemu pracownikowi .Zatem wszelkie programy oraz działania społeczne, gospodarcze i polityczne powinny być podporządkowane wizji człowieka jako osoby. Powinny stwarzać każdemu warunki do rozwoju i właściwej mu aktywności tak, by w pełni realizował swoje człowieczeństwo. A w osobowym rozwoju człowieka szczególną rolę pełni rodzina, która stanowi wspólnotę jedyną pod względem możliwości przekazywania życia, możliwości nauczania i przekazywania wartości etycznych, duchowych, kulturowych, społecznych, tak istotnych dla rozwoju i powodzenia zarówno swoich członków, jak całego społeczeństwa. I dlatego rodzina, która jest powiązana ze społeczeństwem żywotnymi i organicznymi więzami, wymaga wsparcia niezbędnego dla umocnienia jej jedności i stabilności tak, by mogła sprostać swym specyficznym zadaniom. I dlatego społeczeństwo, a w szczególności państwo, winny czynić wszystko, by zabezpieczyć rodzinie polityczne, ekonomiczne, społeczne i prawne wsparcie. A takie kształtowanie ładu społecznego, opartego na poszanowaniu praw człowieka i akceptacji wartości rodziny wymaga aktywnej polityki prorodzinnej (rodzinnej) państwa.
Wielu współczesnych światowych naukowców w dziedzinach ekonomiczno – społecznych dochodzi do wniosków, że rodzina i dobrze wychowany, wykształcony w niej człowiek stanowią najważniejszy «element» życia społeczno – gospodarczego i przesądzają o dobrobycie oraz trwałym rozwoju społeczeństw i gospodarki (rodzina ponosi 60% kosztów kształtowania tzw. «kapitału ludzkiego», a praca w niej wykonywana przynosi 30% dochodu narodowego – prof. G. Becker*). Do takich wniosków dochodzą nie tylko ci naukowcy, którzy są świadomi zasad Społecznego Nauczania Kościoła, ale także ci, którzy z racji różnych poglądów nie uwzględniają nauczania Kościoła w swojej pracy badawczo – naukowej. Ale gdy ogłaszają wyniki swych rzetelnie prowadzonych badań coraz częściej okazuje się, że wnioski przez nich wyciągane są zbieżne
z zasadami chrześcijańskiej nauki społecznej.
Zatem warto przyjrzeć się czym jest polityka prorodzinna rozumiana jako wszelkie działania, których podmiotem jest rodzina. Dotyczy to wszystkich działań, propozycji, rozwiązań, które pozwalają rodzinie, zgodnie z zasadą pomocniczości, zaistnieć, rozwijać się i realizować zadania naturalnie jej przyrodzone – gdzie jednym z najważniejszych jest powołanie do życia i wychowanie następnego pokolenia. Można jednym, krótkim zdaniem powiedzieć, że celem polityki prorodzinnej jest trwanie i rozwój rodziny. Dlatego też sama polityka prorodzinna powinna się rozwijać, obejmując wszystkie rodziny i wszystkie dziedziny życia społeczno – gospodarczego. Jej zasadą jest konfrontowanie wszystkich propozycji rozwiązań i działań w sferze ekonomicznej i społecznej pod kątem uwzględnienia dobra rodziny – od rozwiązań w systemie podatkowym, organizowania rynku pracy, systemu edukacyjnego, opieki zdrowotnej, zabezpieczenia emerytalnego, po kształtowanie życia kulturalnego, sportowego itp. Propozycje różnych rozwiązań i działań we wszystkich dziedzinach życia państwa nie mogą „przy okazji” niszczyć czy deprawować rodziny, powodować jej rozpadu czy trudności w normalnym, podstawowym funkcjonowaniu. Muszą przede wszystkim co najmniej nie szkodzić rodzinie i to w szerokim zakresie. Nie mogą dyskryminować rodzin i jej członków, powodować destrukcji rodziny.
Polityka prorodzinna musi dotyczyć wszystkich rodzin. Każda próba ograniczania wsparcia rodziny tylko do pomocy rodzinom biednym, stanowi o tworzeniu polityki socjalnej i to polityki dającej często mimochodem rozwiązania, które wpędzają te rodziny w tzw. ‘pułapkę socjalną’ - jako, że polityka socjalna świadczy głównie pomoc ograniczaną różnymi kryteriami. To właśnie te kryteria stanowią nierzadko ’pułapkę’, gdy beneficjent jakiegoś świadczenia socjalnego robi wszystko, by nie przekroczyć wyznaczonych kryteriów i nie stracić świadczenia. I np. dodatkowe środki zarabia w ‘szarej strefie’ czy nie zawsze uczciwie deklaruje swoją sytuację finansową. To utrwala biedę, często w kolejnych pokoleniach i blokuje wyjście z tego ‘zaklętego kręgu’ ubóstwa, nawet, gdy jest to możliwe, ale wymaga trochę wysiłku.
Polityka socjalna jest tym działaniem, które ma na celu pomóc ludziom biednym, dotkniętym problemami, którzy sami nie są w stanie sprostać takim kłopotom. Jej celem jest likwidacja problemów, zaradzenie, i to możliwie trwałe, trudnej sytuacji. I jest tak, że im lepiej i skuteczniej zorganizowana będzie taka pomoc, tym szybciej osiągnie swój cel
i przestanie być w danym przypadku potrzebna. Jak mówi prof. J.D. Lecaillon**, celem skutecznej polityki socjalnej jest trwała likwidacja problemu, kłopotu, biedy, trudnej sytuacji; wsparcie tych, którzy, mimo stworzonych warunków (np. za pomocą polityki prorodzinnej) nie potrafią sobie poradzić. Wiadomo również, że im lepiej będzie zorganizowana polityka socjalna, tym skuteczniej zadziała i stanie się mniej potrzebna. Natomiast rodzina nie jest problemem społecznym, celem do zlikwidowania. Zatem polityka socjalna nie może być utożsamiana
z polityką prorodzinną (prof. J.D. Lecaillon). Obie stanowią za to elementy polityki społecznej.
Polityka prorodzinna ma na celu trwały rozwój rodziny, zabezpieczenie małżeństwa i rodziny, zagwarantowanie jej pełnej samodzielności, warunków do życia, rozwoju i wychowania dzieci. Ma być powszechna – musi dotyczyć wszystkich rodzin, i to niezależnie od ich stanu majątkowego, jako, że wszystkie rodziny mają wkład w dobro wspólne i rozwój społeczeństwa. I, jak powiedział profesor J. D. Lecaillon, im lepiej i szerzej będzie realizowana polityka prorodzinna, tym mniej będzie potrzebna polityka socjalna i odwrotnie.
Znakomitą syntezą podstawowych zadań i działań w zakresie polityki prorodzinnej jest wydana w 1983 r. przez Stolicę Apostolską Karta Praw Rodziny. Jest ona wyczerpującym opisem praw i obowiązków zarówno rodziny, jak i innych wobec niej. Jest adresowana do wszystkich środowisk społecznych, politycznych, gospodarczych narodowych i międzyna-rodowych, a także wszystkich ludzi dobrej woli mających wpływ na życie
i funkcjonowanie narodów, społeczności i państw. Przedstawia wszystkim – chrześcijanom i niechrześcijanom możliwie pełne i uporządkowane podstawowe prawa właściwe naturalnej i powszechnej społeczności jaką jest rodzina.
Warto zatem przyjrzeć się, choć częściowo, niektórym elementom polityki prorodzinnej, wskazując na praktyczne działania w tym zakresie.
Jednym z najważniejszych elementów istnienia i rozwoju rodziny jest jej finansowe zabezpieczenie. Środki na utrzymanie rodziny powinny zapewnić jej podstawowe trwanie i rozwój. Dochód rodziny, utożsamiany często z tzw. płacą rodzinną postrzegany jest zwykle wyłącznie jako pensja ojca, matki czy rodziców. Ale należy tu zwrócić uwagę, że dochodem rodziny są oprócz pensji płaconej za pracę, także inne świadczenia finansowe i materialne czy różne odliczenia i ulgi otrzymywane przez członków rodziny. Dlatego nie zawsze niska pensja rodzica/rodziców/ utrzymujących rodzinę może być utożsamiana z niskim dochodem rodziny.
Ponadto ważnym elementem polityki finansowej wobec rodziny jest rozliczenie jej dochodów. Przedsiębiorstwa prowadzące różnego rodzaju działalność biznesową obracają środkami finansowymi różnej wielkości, ale podatek płacą od swojego rzeczywistego dochodu – rozliczają wcześniej np. koszty jego uzyskania, koszty utrzymania firmy, inwestycje, podatek od towarów i usług (VAT) czy inne. Tak więc przedsiębiorstwo płaci podatki od kwoty, która pozostaje po rozliczeniu wszystkich wyżej wymienionych kosztów. Natomiast rodzina, która daje ogromny wkład
w rozwój społeczno – gospodarczy państwa przygotowując do życia następne pokolenie (jak wspomniano wcześniej za prof. G. Beckerem – wnosi 30% wkładu do dochodu narodowego) rozliczana jest jak jednostka konsumpcyjna. To znaczy płaci podatek dochodowy od wszystkich środków finansowych otrzymywanych za pracę czy z innego tytułu oraz podatki: od towarów i usług (VAT), zdrowotny, na świadczenia socjalne,
i to bez względu na swoją wielkość, sytuację i inne koszty utrzymania.
Dlatego też jak zaproponował prof. J.D. Lecaillon na ostatnim Kongresie Rodzin w Warszawie, ważnym, sprawiedliwym elementem wsparcia finansowego rodziny powinno być potraktowanie jej jak przedsiębiorstwo, które faktycznie wnosi wkład w dochód narodowy i może rozliczać koszty utrzymania i inwestycji.
Przykładem dobrego rozliczenia dochodów rodziny jest system podatkowy we Francji, gdzie sumuje się dochody całej rodziny – wspólnego gospodarstwa rodzinnego (także ewentualnie zamieszkujących z rodziną dziadków czy innych krewnych) i rozlicza się koszty utrzymania  poszczególnych jej członków za pomocą tzw. «ilorazu rodzinnego», a od pozostałej kwoty płacony jest podatek dochodowy. U nas namiastką takiego rozliczenia podatkowego jest wspólne rozliczenie małżonków.
Kolejnym elementem finansowym wsparcia należnego rodzinie powinno być uznanie pracy matki pozostającej w domu i wychowującej dzieci. Matka dbająca o dom «wypracowuje» miesięcznie średnią pensję krajową – co wykazano w różnych międzynarodowych badaniach naukowych -
a nie ma opłacanych nawet składek na zabezpieczenie emerytalne
(z wyjątkiem okresu urlopu macierzyńskiego) . Za to paradoksalnie dla tych matek, które decydują się na podjęcie pracy zarobkowej, dofinansowywana jest z naszych podatków infrastruktura publiczna pełniąca funkcje opiekuńczo – wychowawcze wobec ich dzieci.
W zakresie systemu edukacji młodego pokolenia najwłaściwszym wsparciem rodziców w wychowaniu i wykształceniu ich dzieci powinien być «bon edukacyjny» przekazany do rąk rodziców, który wybranej przez rodziców szkole pozwoli otrzymać na edukacje ich dziecka budżetowe  środki finansowe. Na dzisiaj quasi bon edukacyjny jest w gestii samorządu lokalnego, a przecież to rodzice powinni mieć realny wpływ na wybór szkoły dla swojego dziecka w zależności od propozycji edukacyjno – wychowawczej danej szkoły.
Podobnie wiele elementów prorodzinnych powinno zaistnieć w innych systemach organizacji państwa, jak ochrona zdrowia (np. właściwa rola lekarza rodzinnego) czy system zabezpieczenia emerytalnego (np. wspomniane wyżej składki ZUS dla matek wychowujących dzieci w domu).
Prowadzenie polityki prorodzinnej państwa powinno mieć miejsce we wszystkich szczeblach zarządzania państwem. Po wstępnym rozeznaniu sytuacji, ocenie możliwości administracyjnych i finansowych władze państwowe powinny prowadzić aktywną, rozwijaną w miarę możliwości sił i środków politykę prorodzinną. Na szczeblu państwowym będzie to nadawanie kierunków działania, tworzenie systemów, prawa, programów (ekonomia - finanse, edukacja, ochrona zdrowia, zabezpieczenie emerytalne, podstawy zabezpieczenia socjalnego, podstawy działania samorządów). Służą do tego między innymi ustawy, rozporządzenia, programy.
Natomiast lokalnie, w samorządach powinny być tworzone rozwiązania dodatkowe, właściwe dla danego terenu, wynikające z sytuacji demograficzno – bytowej ocenianej w lokalnych raportach. Stanowienie takich rozwiązań leży w gestii władz lokalnych, które w tych kwestiach mogą wydawać zarządzenia, podejmować uchwały, decyzje, stanowić lokalne programy. Dobrym przykładem takich działań może być np. Karta Wielodzietnej Rodziny, wspierająca lokalne rodziny z większą liczbą dzieci, dająca np. ulgę na przejazdy miejską komunikacją, bilety do kina czy na basen.
Rozwiązania polityki prorodzinnej są ważnym i niezbędnym elementem zarządzania państwem, stanowienia o jego losach i funkcjonowaniu. Wiadomo, że te działania tak, jak inne rozwiązania społeczno – gospodarcze wymagają nakładów finansowych, których, jak ciągle słychać, jest zawsze za mało.
Ale, nawet jeżeli zdobędziemy wystarczającą ilość środków – nakładów materialnych na politykę prorodzinną, a zabraknie właściwego kontekstu społeczno – moralnego, prawnego i medialnego sprzyjającego stabilności małżeńskiej mężczyzny i kobiety oraz rodziny – nie uda się wesprzeć rodziny i zapobiec jej kryzysowi. Jeżeli chrześcijańscy politycy będą realizować przymierze rynku i demokracji z relatywizmem, podpierając się krytyczną analizą neomarksistowską, a wiara i wynikająca z niej etyczno – moralna ocena zostanie zepchnięta do sfery prywatnej, nie będziemy
w stanie obronić rodziny i ustanowić dla niej własnego środowiska rozwoju .
W kontekście rozważań o rodzinie koniecznym dziś wydaje się zauważenie ważnego dla rodziny problemu jakim jest tzw. pozorne «leczenie» niepłodności za pomocą metody in vitro, do czego także można odnieść przytoczony wyżej fragment encykliki Jana Pawła II  - Centesimus annus. Są środowiska, również katolików, które w imię współczucia bezpłodnym małżeństwom za wszelka cenę chcą oficjalnych uregulowań prawnych w tym zakresie, dopuszczając zgodę na przeprowadzanie sztucznego zapłodnienia metodą in vitro. Forsują takie propozycje pod przykrywką zarówno współczucia, jak i rzekomej konieczności ochrony zamrożonych dzisiaj embrionów, choć naukowcy twierdzą, że bardzo dużo embrionów zginęło w czasie zamrażania i kolejna duża ich liczba zginie przy odmrażaniu. Widać zatem wyraźnie, iż właściwie nielegalnie prowadzona dzisiaj metoda sztucznego zapłodnienia in vitro (vide Konstytucja RP art. 38 i 39 oraz Ustawa o zawodzie lekarza art. 26 pkt 3) wygenerowała już dla człowieka ogromny, praktycznie nierozwiązywalny problem.
Nie wdając się w szczegóły dotyczące samej techniki przeprowadzania sztucznego zapłodnienia metodą in vitro, trzeba powiedzieć tylko, że po to, by z tej metody mogło urodzić się jedno dziecko, wiele jego braci
i sióstr traci życie na wstępnym etapie procedury, a pozostałe, które przeżyją i nie zostaną wykorzystane do wszczepienia do macicy matki, są zamrażane w temperaturze blisko minus 200˚C, co jest dla nich szkodliwe. Jak podają badania naukowe, 95% embrionów poczętych
w czasie zapłodnienia pozaustrojowego czyli metodą in vitro - ginie! .
W tym miejscu należy przytoczyć, co na temat takich procedur mówi Nauka Kościoła: „Tak samo zamrażanie embrionów, nawet jeśli jest dokonywane dla zabezpieczenia ich życia - kriokonserwacja - stanowi obrazę dla szacunku należnego istotom ludzkim, ponieważ wystawia je na wielkie niebezpieczeństwo śmierci lub naruszenia ich integralności fizycznej, pozbawia je, przynajmniej czasowo, rozwoju w łonie matki
i pozostawia w sytuacji, w której są narażone na dalsze szkody
i manipulacje.” 
Utopią jest mówienie, że ulepszając metodę in vitro zmierza się
i osiągnie możliwość łączenia jednej komórki jajowej i plemnika powołując do życia jeden embrion – dziecko, które wszczepi się matce, by dalej się rozwijało. Wiemy również już dzisiaj, że u dzieci, które urodziły się
z metody sztucznego zapłodnienia – in vitro - znacznie częściej występują problemy i schorzenia, które w przypadku dzieci poczętych w sposób naturalny prawie nie stanowią problemu, lub jeżeli, to w bardzo nikłym procencie.
Zgrozą napawa również wykorzystywanie technologii in vitro do selekcji zarodków – czy manipulowanie ich strukturą genetyczną. To jest eugenika, która niesie za sobą poważne zagrożenia dla człowieka.
Ponadto naukowcy wiedzą już dzisiaj jakim zagrożeniem dla całej ludzkości jest metoda in vitro z racji pojawiania się dużej ilości nowych, spontanicznych mutacji genów .
Jak podaje prof. Stanisław Cebrat, kierownik Zakładu Genomiki Uniwersytetu Wrocławskiego, groźnym zjawiskiem są zaburzenia tzw. „piętnowania rodzicielskiego” – to znaczy mutacje genów, które posiadamy od ojca i matki – determinujących nasze poczęcie (geny rodzicielskie «pamiętają» swoje pochodzenie i dlatego do poczęcia może dojść wyłącznie w wyniku połączenia komórki jajowej i plemnika). Metoda in vitro powoduje mutacje w genach pochodzących od ojca i matki skutkujące poważnymi defektami rozwojowymi czy różnymi chorobami,
z nowotworami włącznie. Uszkodzenie informacji, które geny pochodzą od matki, a które od ojca skutkuje tzw. niewłaściwym piętnowaniem rodzicielskim, które w przypadku metody in vitro występuje 18 razy częściej niż u dzieci poczętych w sposób naturalny.
W każdej komórce mamy 25 tys. par genów. Zwykle kilkanaście genów jest uszkodzonych – ale gdy dotyczy to jednego genu z pary genów – to defektu nie widać, z wyjątkiem nielicznych sytuacji. Przy naturalnym poczęciu szacuje się, że pojawia się jedna dodatkowa mutacja – zwykle
w parze prawidłowych genów. Zatem jest niewidoczna. Może się ujawnić
w sytuacji, gdy w kolejnym pokoleniu takie dwa geny trafią na siebie – ale wtedy, ponieważ powodują śmiertelne choroby, są «zabierane do grobu».
W przypadku metody in vitro takich mutacji zdarza się kilka razy więcej – choć w większości są niewidoczne przez całe życie. Ale, gdy kiedyś się spotkają, to będą musiały «być zabrane do grobu» – tyle, że wielokrotnie częściej. Zatem wzrośnie liczba zgonów z powodu takich śmiertelnych chorób – i będzie to dotyczyło nie tylko osób poczętych metodą in vitro ale całej populacji. W przypadku osób bezpłodnych poczętych metodą in vitro, którzy doczekają się potomstwa także z metody in vitro, te zjawiska będą jeszcze bardziej nasilone. Jak mówi prof. Cebrat – naturalnie obserwowana częstość mutacji jest dostrojona do zmieniających się warunków, natomiast przekroczenie progu naturalnej częstości mutacji może doprowadzić populację do katastrofy. Do katastrofy, która może mieć bardzo gwałtowny przebieg.
A jedno co wiemy na pewno, że jest to bardzo kosztowna procedura, która przynosi ogromne zyski tym, którzy ją wykonują, niezależnie od tego kto za to płaci. I ponadto jest tak, jak zauważył ks. Marek Dziewiecki, że „..ci sami ludzie, którzy postulują refundowanie antykoncepcji niszczącej płodność, postulują także refundowanie zapłodnienia metodą
in vitro.”
Nawet taki ogólny opis procedury powinien uzmysłowić wszystkim,
a zwłaszcza wierzącym, że życie jednego dziecka urodzonego z metody
in vitro okupione jest śmiercią wielu jego braci i sióstr oraz, że jeszcze wiele z nich przebywa w stanie zamrożenia i dalej będzie tracić życie
w przypadku ich odmrażania.
Z medycznego punktu widzenia metoda in vitro nie leczy bezpłodności. Pozwala jedynie obejść problem, który dalej nie będzie rozwiązany. Natomiast lekarze stawiają się w roli Stwórcy przejmując władzę wobec innych ludzi. I ta „nauka” pójdzie dalej, bo ci lekarze już decydują – kto może się urodzić, i będą robić to na coraz szersza skalę. Będą eliminować ludzi chorych, nie odpowiadających standardom, wymaganiom itd. Poza wszystkim stanowi to również ogromne zagrożenie dla przyszłości ludzkości i kolejnych pokoleń.
A Kościół uczy niezmiennie o tym, co zaplanował Stwórca, że człowiek, dziecko ma prawo do poczęcia w wyniku osobowej jedności swoich rodziców, małżonków . I nawet najbardziej szlachetne pragnienie – pragnienie posiadania dziecka – nie oznacza prawa do jego spełnienia. Warto też zauważyć za ojcem Wojciechem Giertychem OP – t4eologiem Domu Papieskiego, iż dziecko powołane do życia w sposób sztuczny, nie dla dobra jego samego, ale tylko po to, aby usatysfakcjonować potrzeby czy aspiracje swoich „producentów” będzie zawsze naznaczone przez to niewolnictwo. Natomiast Kongregacja Nauki Wiary w dokumencie Donum vitae, wyraźnie przypomina, że: „…nie wszystko to, co jest możliwe technicznie, jest tym samym moralnie dopuszczalne.”
Na zakończenie podsumowując te wszystkie rozważania warto raz jeszcze odwołać się do dokumentów Kościoła.
Już w encyklice Humanae vitae Papież, Paweł VI napisał: „Nie pozwólcie stanowczo, żeby w życie rodziny, tej podstawowej komórki społeczeństwa, wprowadzono ustawowo praktyki sprzeczne z prawem naturalnym i Boskim!”.
Zatem, zarówno problemy w sprawach dotyczących przekazywania życia, jak i kwestie dotyczące egzystencji rodziny, władza państwowa powinna rozwiązywać poprzez „…prawodawstwo nacechowane troską
o rodziny i przez tak mądre wychowanie narodów, ażeby zostały nienaruszone zarówno prawo moralne, jak i wolność obywateli”.

Maria Smereczyńska

Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich

*Prof. Gary S. Becker-ekonomista zajmujący się tematem udziału człowieka w rozwoju gospodarczym , Profesor Uniwersytetu w Chicago, laureat nagrody Nobla w roku 1992 za całościowe opracowanie teorii «kapitału ludzkiego».
**Prof. Jean-Didier Lecaillon- profesor nauk ekonomicznych i zarządzania Uniwersytetu Paryskiego, zajmujący się zagadnieniami zależności między demografią
a ekonomią. Jest ekspertem wielu międzynarodowych organizacji zajmujących się także badaniami nad rodziną, w tym także Papieskiej Rady do Spraw Rodziny.
 
Przypisy:
Jan Paweł II Adhortacja Christifideles laici, n. 42.
  Por. Sobór Watykański II, KDK n. 76.
  Por. Sobór Watykański II, KDK n. 36 oraz Kongregacja Nauki Wiary, Vademecum dla polityków, 2002.
  Jan Paweł II Adhortacja Christifideles laici, n. 60.
  Por. Justicia et Pax , Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, wyd. Jedność, Kielce 2005.
  Jan Paweł II Encyklika Sollicitudo rei socialis, n. 41.
  Por. Mazur J., Katolicka Nauka Społeczna.
  Por. Jan Paweł II Encyklika Centesimus annus, n. 13.
  Por. Jan Paweł II Encyklika Sollicitudo rei socialis, n. 38,39.
  Jan Paweł II Encyklika Centesimus annus, n. 48.
  Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, p. 1883-1885.
  Por. Jan Paweł II Encyklika Centesimus annus, n. 15 oraz Jan Paweł II Encyklika Laborem exercens, n.8.
  W Polsce – praca doktorska p. dr Beaty Mikuta z SGGW
  Por. Jan Paweł II Encyklika Centesimus annus, n.19.
  Nasz Dziennik, nr 89 (3410) z dn. 16.04.2009, „5% procent szans na życie”;
  Kongregacja Nauki Wiary, Donum vitae, I 6.;
  Nasz Dziennik nr 277 (3903) z dnia 27-28 listopada 2010 r. –„In vitro jest niebezpieczne dla ludzkości” – wywiad z prof. S. Cebratem;
  Por. Kongregacja Nauki Wiary  Donum vitae II.A; II B,8; Konstytucja Duszpasterska Gaudium et spes, 50.;
  Kongregacja Nauki Wiary, Donum vitae, Wstęp nr 4;
  Paweł VI, Humanae vitae, nr 23;
  Paweł VI, Humanae vitae, nr 23;

(pierwodruk ukazał się w Akcji Katolickiej, luty 2012)