nr 108, maj 2012 r.

Biuletyn Miesięczny Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE
Nr 108, maj 2012 r.

Od Redakcji
Dyskusja o podniesieniu wieku emerytalnego wykazała jak istotne są kwestie demografii, zatem poniżej kolejny tekst poświęcony tej problematyce.

Czy znikniemy szybciej niż Japończycy?
 
za: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/czy-znikniemy-szybciej-niz-japonczycy



Według CIA the World Factbook, Polska jest na 209 miejscu spośród 222 krajów, jeśli chodzi o dzietność – wynosi ona bowiem jedynie 1,31 dziecka na kobietę. Nawet Japonia jest w lepszej sytuacji w tym zestawieniu, z dzietnością na poziomie 1,39 dziecka na kobietę uplasowała się na 202 miejscu. W Polsce brak jakichś większych prób zapobieżenia temu trendowi, czy nawet szerszej dyskusji o jego konsekwencjach (poza podniesieniem wieku emerytalnego). Tymczasem w Japonii, mimo, że jej dzietność jest wyższa od polskiej, od dawna bije się na alarm. Ostatnim przykładem tych działań może być  licznik umieszczony w internecie przez japońskich demografów z Tohoku University Graduate School of Economics w Sendai – w oparciu o dane demograficzne, dotyczące m.in. dzietności pokazuje on przyszłą liczebność populacji Japonii w wieku do 15 lat, jeżeli dzietność się nie zmieni. Według tego licznika wystarczy tylko 999 lat, by liczebność Japończyków w wieku do 15 lat spadła do zera (w tej chwili licznik pokazuje spadek tej populacji o 1 osobę co 100 sekund). Badacze wskazują, że według nich, ta Japonia wkroczyła na tę drogę do zagłady w 1975 r., kiedy dzietność spadła poniżej 2 na kobietę.
W Polsce, nikt takiego licznika nie przygotował, choć przy niższej niż w Japonii dzietności, uzupełnianej dramatyczną emigracją osób w wieku rozrodczym z Polski go innych krajów UE, proces starzenia się społeczeństwa może być jeszcze bardziej widoczny i szybszy niż w Japonii. A więc i spadek populacji Polaków w wieku do 15 lat nie musi zająć nawet tych 999 lat, które dają sobie Japończycy.
Tymczasem wciąż brak jest informacji o jakimkolwiek spójnym pomyśle na sensowną i skuteczną politykę prorodzinną – wręcz przeciwnie - ostatnio postanowiono pozbawić wsparcia rodziny o wyższych dochodach, mające jedno dziecko. Tymczasem nie przebija się też do powszechnej świadomości kolejny problem – pokolenie tzw. wyżu demograficznego staje się coraz starsze i wkrótce z przyczyn biologicznych nie będzie już mogło mieć dzieci, a kolejne roczniki są coraz mniej liczne, czyli istnieje ryzyko, że dzietność może nadal spadać, a czas na wdrożenie skutecznej polityki prorodzinnej jest ograniczony i coraz bardziej się kurczy.
Może zatem warto pomyśleć nad zastąpieniem lub uzupełnieniem słynnego balcerowiczowskiego licznika długu, licznikiem „populacyjnym” pokazującym jak tempo spadku liczby Polaków, jeżeli trendy nie zostaną odwrócone. Państwo polskie stoi obecnie przed chyba jednym z najważniejszych egzaminów – sytuacja – jeśli chodzi o skalę zagrożeń dla bytu narodu polskiego jest porównywalna do tej u schyłku XVIII w. i zaborów, 1920 r. czy niemiecko-sowieckiego rozbioru Polski w 1939 r. i tego co się działo pod obiema okupacjami później. Tyle, że tym razem zagrożeniem nie jest wróg zewnętrzny, a sytuacja polskiej rodziny, brak realnego wsparcia dla niej ze strony państwa i związana także z sytuacją na rynku pracy emigracja zarobkowa głównie do bogatszych krajów UE. O ile odzyskanie niepodległości w 1918 r. przyniosło olbrzymią mobilizację społeczeństwa polskiego, to odzyskanie niepodległości w 1989 r. jednak nie stanowiło takiego przełomu… Czy zatem to co nie udało się ani Rosji, Prusom i Austrii w okresie rozbiorów, bolszewikom w 1920 r., ani Niemcom i Związkowi Sowieckiemu w czasie II wojny światowej, osiągniemy sami – nie potrafiąc zapewnić rodzinie odpowiedniego wsparcia i zachęty dla posiadania dzieci?
Paweł Pelc
16 maja 2012

(Japan's Child Population Clock, as developed at the Tohoku University Graduate School of Economics)
za: http://worldnews.msnbc.msn.com/_news/2012/05/13/11681291-researchers-japan-will-have-no-kids-under-age-15-by-3011?lite)

Bankowe obietnice...
Jeden z banków internetowych rozpoczynając swoją działalność w Polsce przygotował materiały informacyjno-reklamowe opisujące oferowany przez siebie produkt, wskazujące na jego podstawowe cechy.

Materiały te były przesyłane potencjalnym klientom wraz z drukiem umowy, regulaminem i tabelami opłat i prowizji. Zachęcając swoich klientów do korzystania „z pomocnych rozwiązań” bank deklarował „dwa konta, osobiste i oszczędnościowe za 0 zł”. W innej broszurze – ulotce zawierającej szczegółowe informacje o kształcie oferowanego przez siebie konta zawierał m.in. „gwarancję korzyści” obejmującą m.in. „brak opłat za uruchomienie i prowadzenie” konta osobistego. I rzeczywiście obowiązująca wówczas w banku tym Tabela opłat i prowizji przewidywała, że prowadzenie konta będzie odbywało się „bez opłat”. Bank zastrzegł sobie w regulaminie prawo do zmiany Tabeli opłat i prowizji, co po kilku latach skrzętnie wykorzystał do wprowadzenia m.in. opłaty za prowadzenie konta osobistego. Bank uważa, że broszura – ulotka doręczana klientom przy zawarciu umowy „tak jak każdy materiał reklamowy, nie jest jej integralną częścią.” Bank uważa, że udzielając w broszurze - ulotce gwarancji korzyści obejmującej m.in. brak opłat za prowadzenie konta osobistego, „Bank nie zobowiązał się do bezterminowego utrzymania oferty cenowej jaka miała miejsce w momencie podpisywania umowy.”

Bank uważa, że broszura – ulotka „ ma charakter reklamowy i zachęca do skorzystania z usług Banku, ale nie stanowi oferty i nie wiąże Banku.” Zdaniem banku, relacje „Klient-Bank uregulowane są w umowie”.

Opisane wyżej rozumowanie banku sprowadza się do wniosku, że bank w reklamie może napisać i obiecać cokolwiek, bo nie jest tym w żaden sposób związany. Trudno podzielić taki pogląd. W ulotce bank nie zastrzegał, że nie stanowi ona oferty, rozsyłał ją klientom wraz z umową, a jej treści zaznaczał, że jego konto osobiste to „oferta finansowa przeznaczona dla wymagających Klientów” oraz zachęcał „Wiesz już wszystko? Wyślij do nas wniosek”. W takiej sytuacji nie powinno budzić wątpliwości, że przesłany wraz umową materiał stanowił część oferty banku w rozumieniu art. 66 ust. 1 Kodeksu cywilnego i z chwilą przyjęcia tej oferty, poprzez podpisanie dołączonego druku umowy stawał się częścią umowy na takich samych zasadach, jak regulamin czy tabela oprocentowania lub opłat i prowizji, a więc ograniczał możliwość zmiany tabeli opłat i prowizji w zakresie w jakim gwarantował brak opłat, czyli m.in. w zakresie opłat za uruchomienie i prowadzenie konta osobistego. Dodatkowo ustawa z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny w art. 16b ust. 1, regulującym zawieranie na odległość umów dotyczących usług finansowych, nakłada obowiązek poinformowania konsumenta najpóźniej w chwili złożenia mu propozycji zawarcia umowy m.in. o cenie lub wynagrodzeniu obejmujących wszystkie ich składniki, w tym opłaty (pkt 5). Opisany wyżej materiał reklamowy jest zatem także sposobem wypełnienia przez bank także tego obowiązku, a więc bank nie może w sposób uzasadniony twierdzić, że nie ma on żadnego waloru prawnego. Z kolei ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów, w art. 24 ust. 2 pkt 2 jako zakazaną praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów traktuje m.in. naruszanie obowiązku udzielania konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji. Przyjęcie zatem przez bank, że nie jest związany informacjami i gwarancjami zawartymi w doręczanym klientowi przy zawarciu umowy materiale informacyjno – reklamowym i że zawarte w nim informacje i zobowiązania banku nie wiążą banku, gdyż jedynie mają charakter reklamowy i zachęcają do skorzystania z usług banku, oznaczałoby w mojej ocenie, że bank narusza obowiązek udzielania konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji, która zgodnie z regulacjami dotyczącymi umów dotyczących usług finansowym zawieranych na odległość obejmować musi m.in. cenę lub wynagrodzenie.

Zawarcie w treści materiału informacyjnego gwarancji należy traktować, zgodnie z wykładnią językową. Słownik Współczesnego Języka Polskiego definiuje gwarancję jako zapewnienie o czymś, rękojmię. A zatem używając tego pojęcia w swoim materiale reklamowo-informacyjnym, bank zapewnił swoich klientów, że nie będzie prowadził konto osobiste bez opłat, a gwarancja ta nie zawierała żadnego ograniczenia czasowego. Wprowadzenie przez bank opłat za prowadzenie tego rachunku także w stosunku do klientów, którzy zawarli umowę w oparciu o opisaną wyżej gwarancji stanowi albo złamanie umowy (w sytuacji uznania jej za część oferty), albo potwierdza dokonanie przez bank praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów (poprzez udzielenie informacji o cenie i wynagrodzeniu nie spełniającej wymogów informacji rzetelnej, prawdziwej i pełnej).

Paweł Pelc
13 maja 2012
 
za: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/bankowe-obietnice…