nr 114, listopad 2012 r.
Financial Times potwierdził w tym tygodniu, że dane o transakcjach dokonywanych kartami kredytowymi są sprzedawane przez organizacje prowadzące poszczególne systemy kartowe w celu ułatwienia dotarcia z reklamami do posiadaczy kart.
MasterCard analizuje miliardy transakcji, by wyodrębnić różne grupy klientów posiadaczy kart i udostępnić ich zagregowane dane sprzedawcom dóbr przez nich nabywanych w celu lepszej personalizacji reklam, choć oczywiście zapewnia, że przestrzega ochrony danych osobowych swoich klientów. Visa sprzedaje możliwość wysyłania wiadomości tekstowych z reklamami adresowanymi do posiadaczy kart jej systemu, w oparciu o analizę wcześniej dokonywanych przez nich transakcji, ale zapewnia, że dotyczy to tylko tych posiadaczy kart, którzy wcześniej wyrazili zgodę na otrzymywanie reklam. Również AmericanExpress wykorzystuje transakcje dokonywane przez klientów i udostępnia reklamodawcom zagregowane zanonimizowane dane.
W efekcie nie ma już wątpliwości, że kolejna bariera prywatności padła i to, co do niedawna było domeną pisarzy i scenarzystów science-fiction, staje się naszą rzeczywistością.
Jest to dobry przykład jak bardzo świadczenie usług finansowych sprzęgnięte jest z ochroną danych osobowych. Jest to tym bardziej warte analizy, że zazwyczaj posiadaczy kart nie łączy bezpośredni stosunek prawny z organizacją wystawiającą karty płatnicze, wyjątkiem są jedynie karty DinersClub i AmericanExpress wydawane bez pośrednictwa banków. W klasycznym przypadku stroną umowy z posiadaczem karty jest bank, a umowa nie upoważnia organizacji kartowej do wykorzystywania danych o transakcjach dokonywanych przez klienta banku będącego posiadaczem karty w celach reklamowych.
Karty płatnicze niewątpliwie ułatwiają dokonywanie transakcji, choć ze względu na poziom opłat pobieranych od akceptantów kart są w Polsce od jakiegoś czasu na cenzurowanym. Są one znacznie wygodniejsze w użyciu, niż czeki, które w Polsce w praktyce nie zdążyły się na dobre zadomowić i wyparte zostały przez karty płatnicze oraz płatności elektroniczne. Czy zagrożenia związane z ochroną prywatności zahamują rozwój rynku kart płatniczych? Jak na razie nic na to nie wskazuje.
Warto jednak podpisując z bankiem umowę o wydanie karty płatniczej szczegółowo przeanalizować wszystkie jej postanowienia, a zwłaszcza klauzule dotyczące udostępniania danych osobowych oraz sposobu ich wykorzystania i podmiotów uprawnionych do ich otrzymania.
Anonimowość transakcji może zapewnić jedynie gotówka, ale jest ona znacznie mniej wygodna w korzystaniu… czy zatem musimy się pogodzić z tym, że Wielki Brat będzie nam patrzył na ręce ilekroć sięgniemy do portfela po kartę płatniczą?
Paweł Pelc
19 października 2012
Wiceprezes Agencji Ratingu Społecznego sp. z o.o.
radca prawny, Kancelaria Radcy Prawnego Pawła Pelca
www.pawelpelc.pl
za: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/wielki-brat-patrzy,5681283416
Media poinformowały, że Słowacja przygotowała monetę 2 euro z wizerunkami świętych Cyryla i Metodego, która ma być wprowadzona do obiegu w związku z 1150 rocznicą przybycia tych świętych na Morawy.
Okazało się jednak, że moneta przybierze inny kształt niż pierwotnie planowano wskutek interwencji Komisji Europejskiej. Zażądała ona usunięcia z projektu monety krzyży na ornatach świętych i aureol nad ich głowami. Zdaniem Komisji projekt powinien bowiem respektować zasady "neutralności religijnej". Święci Cyryl i Metody są współpatronami Europy, a ich misja miała miejsce jeszcze przed podziałem Kościoła w 1054 roku.
Typowym atrybutem przypisywanym świętym w ikonografii chrześcijańskiej jest zakwestionowana przez Komisję Europejską aureola. Trudno także wyobrazić sobie szaty liturgiczne pozbawione krzyża, jak tego domaga się Komisja Europejska. Nie jest to jednak przypadek odosobniony, lecz przejaw szerszego trendu, który chrześcijaństwo próbuje sprowadzić co najwyżej do kategorii religii tolerowanej, której wpływ na życie społeczne oraz publiczne wyznawanie wartości z niej wynikających są rugowane z porządku prawnego i sfery publicznej. Europa, którą taką jaką znamy dzisiaj, ukształtowało chrześcijaństwo i jej święci, w tym uznawani za jej patronów święty Benedykt oraz święci Cyryl i Metody. Z monety w kształcie wymuszonym przez Komisję Europejską trudno będzie się o tym dowiedzieć. Wszak święci będą występowali bez atrybutów przypisywanych w ikonografii świętym, a na monecie pojawią się jedynie ich imiona bez wskazania, że są to święci.
Czy udawanie, że święci nie są świętymi jest przejawem realizacji zasady neutralności religijnej? Raczej jest to kolejny przykład inżynierii społecznej, której celem jest wydziedziczenie Europejczyków z ich tradycji i wartości zakorzenionych w chrześcijaństwie. Skoro na Zachodzie Europy proces ten jest mocno zaawansowany, stąd koncentracja uwagi na nowych członkach Unii Europejskiej i przywołanie Słowacji do porządku przez Komisję Europejską.
Unia Europejska została ostatnio nagrodzona pokojową nagrodą Nobla. Nagroda ta od jakiegoś czasu przyznawana jest, podobnie jak nagroda Nobla w dziedzinie literatury, zgodnie z zasadami lewackiej poprawności politycznej. Decyzja Komisji Europejskiej w sprawie zastosowania zasady neutralności religijnej do wizerunków świętych jest niewątpliwie istotnym przyczynkiem do budowy nowego ładu rozumianego przez lewaków, jako wyzbytego wszelkich tradycyjnych wartości i związków z chrześcijaństwem.
Tymczasem, gdyby zasadę neutralności religijnej, przywołaną przez Komisję Europejską rozumieć dosłownie, a nie zgodnie z zasadami lewackiej poprawności politycznej, to Komisją Europejska powinna uznać się za niekompetentną w dziedzinie sposobu przedstawiania wizerunków świętych, w tym symboli religijnych występujących na tym przedstawieniu. Zasada neutralności religijnej powinna zagwarantować brak ingerencji organów Unii Europejskiej w kwestie objęte gwarancjami swobody sumienia i wyznania. Jeżeli moneta ma przedstawiać świętych, to powinna to czynić w sposób zgodny z kanonem, uwzględniającym tradycję Kościoła, do którego należą. I wierni powinni oczekiwać realizacji tych gwarancji zarówno na szczeblu krajowym, jak i organizacji ponadnarodowych ingerujących w ich życie.
Paweł Pelc
Radca prawny, Kancelaria Radcy Prawnego Pawła Pelca
Wiceprezes Agencji Ratingu Społecznego sp. z o.o.
www.pawelpelc.pl
za: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/niechciani-patroni,5949337334
€urotragedii ciąg dalszy
Czy Niemcy po przyszłorocznych wyborach opuszczą eurostrefę, czy też zwijanie się gospodarek Europy będzie kontynuowane
W tym tygodniu Grecja musi zrolować €5 mld euro długu, więc robi wszystko, aby uniknąć bankructwa. Na dzisiejszej aukcji greckie banki będą w stanie zakupić papiery skarbowe za nie więcej jak €3,5 mld. Grecja musi zatem pozyskać w tym tygodniu jeszcze 1,5 mld. euro. Do wczoraj wydawało się że ostatnią nadzieją Greków będzie pozyskanie brakujących środków z utworzonej w tym roku specjalnej rezerwy dla banków greckich - Hellenic Financial Stability Fund, która wynosi €3 mld. Jednak w wyniku wczorajszego posiedzenia eurogrupy jak podaje James G. Neuger i Stephanie Bodoni w artykule Bloomberga „Europe Gives Greece 2 More Years to Reach Deficit Targets” Grecja otrzymała dwa dodatkowe lata na ograniczenie deficytu do 2% PKB. Dlatego należy oczekiwać że 20 listopada w związku z powyższym zostanie uwolniona €31,5 mld transza mimo wątpliwości MFW w tej sprawie. W międzyczasie EBC zwiększy limit dla Greckich banków tak że będą mogły wykupić całą potrzebną pulę €5 mld greckich obligacji, aby 16 listopada Grecy nie byli zmuszeni ogłosić bankructwa. Ogłoszony będzie kolejny sukces mimo już 20%-owego spadku PKB, 132% długu, a na horyzoncie kolejnych spadków i wzrostu zadłużenia. I tak rolowany kryzys dotrwa do jesiennych wyborów w Niemczech w przyszłym roku. Gdyż jak zauważył Gideon Rachman w artykule Financial Times’a „Welcome to Berlin, Europe’s new capital” “główne instytucje UE - Komisja i Rada - nadal są w Brukseli. Ale kluczowe decyzje coraz częściej są podejmowane w Berlinie.” I mimo że Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów, naciska do utworzenia unii fiskalnej w Europie to już po przyszłorocznych wyborach może się okazać że jest to cel nieaktualny, gdyż zbyt kosztowny dla Niemiec w perspektywie długoterminowej.
Wiadomo że większa integracja fiskalna jest konieczna, jeśli unia walutowa miałaby przetrwać. Edward Chncellor w artykule Financial Times’a „It pays for Berlin to quit the eurozone” napisał wprost to o czym mówię od lat że strefa euro nie tworzy optymalnego obszaru walutowego: „It’s clear that the eurozone doesn’t meet the standard economic criteria for an optimal currency area.” Płace nie są elastyczne a nawet mimo iż z Grecji wyemigrowało za chlebem do Niemiec prawie milion Greków, to i tak jest zbyt niski poziom migracji między krajami strefy. Optymalny obszar walutowy wymaga transferów fiskalnych porównywalnych do tych jakie istnieją między landami w Niemczech, czy też krajami w Wlk. Brytanii. Wszyscy pamiętamy że zachodnie Niemcy przeznaczyły €1 bln wsparcia dla dawnych landów przyłączonej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Przy czym same w sobie nie stanowią one panaceum na bolączki peryferii, oraz należy pamiętać że istnienie tych transferów nie gwarantuje wzrostu produktywności w krajach peryferyjnych. Świadczy o tym wg Andrew Hunt Economics niższy o 30% poziom produktywności w Walii w porównaniu ze średnią Wlk. Brytanii, jak i fakt że od włączenia Niemiec Wschodnich produkcja na osobę pozostaje w tych landach uparcie poniżej poziomu reszty kraju.
Wg obliczeń Chancellor’a transfery z Niemiec aby zapobiec rozpadowi eurostrefy powinny sięgać €93 mld rocznie, czyli 3,6% ich PKB. Wyliczenia dotyczące tej wysokości opierają się na założeniu że ich wysokość powinna pokrywać obecnie obniżony poziom deficytu bilansu płatniczego krajów peryferyjnych. Z kolei rozpad strefy euro i powrót krajów południowej flanki do własnych walut kosztowałby Niemcy - tylko z tytułu przeszacowania aktywów w tych krajach - 390 mld euro, nie mówiąc już o pozostałych kosztach. Dlatego już po wyborach Berlin może rozważyć odmienny kurs i uznać wyjście ze strefy euro jako mniej bolesną operację. Thomas Mayer były główny ekonomista Deutsche Banku napisał ostatnio książkę „Europe’s Unfinished Currency” w której podkreśla że jest mało dowodów na korzyści zamiany marki na euro dla Niemiec: „Trudne do zidentyfikowania są twarde i trwałe korzyści z EUW poza umiarkowanymi zyskami z oszczędności na kosztach transakcyjnych w handlu wewnątrz Unii Walutowej.” Ponadto wbrew założeniom okazało się że od 2000 r. eksport Niemiec do krajów strefy rósł wolniej niż do reszty świata. W rzeczywistości, w prawie każdym ważnym wskaźniku gospodarczym takim jak wzrost wydajności, wzrost konsumpcji, inflacja, bezrobocie, tworzenie miejsc pracy, deficyty budżetowe i bilans obrotów bieżących to Szwajcaria osiągnęła lepsze wyniki poza strefą euro, niż Niemcy w jej obszarze. Dlatego tuż po wyborach może się okazać że Niemcy uznają, że ma rację Charles Dumas z Lombard Street Research twierdząc, że „Niemcy nie powinny, być może nie mogą, pozwolić sobie na euro.” Że euro doprowadziło do tego że znaczna wartość niemieckich oszczędności została utracona. Gdyż od 2000 roku, wiele z nadwyżki handlowej Niemiec zostało użytej do sfinansowania niemieckich inwestycji w na peryferiach. A ten kapitał nie był dobrze zainwestowany, gdyż jak Dumas wskazuje, wartość aktywów zagranicznych Niemiec mogła być o prawie €300 mld większa, gdyby pieniądze po prostu zostały umieszczone w depozycie w EBC. W efekcie utworzenia eurostrefy i spadku oprocentowania obligacji rządowych kraje peryferyjne zaciągnęły w relacji do PKB o ok. €2,5 bln długów więcej, narażając Niemcy na olbrzymie straty w przypadku rozpadu eurostrefy.
Mimo olbrzymich wpływów niemieckich już niedługo poziom niezadowolenia z prowadzonej przez nich europejskiej polityki gospodarczej może się okazać się tak silny, że EBC jednak „znajdzie” podstawy prawne pozwalające mu na interwencje na rynku długu i jego monetyzację. A olbrzymi napływ kapitałów do Niemiec wygeneruje powstanie baniek spekulacyjnych na ich rynku aktywów. I wtedy takim ekspertom jak Dirk Meyer z Uniwersytetu Helmuta Schmidta łatwiej będzie przekonać niemiecki establishment, że lepiej ponieść jednorazową stratę na inwestycjach zagranicznych niż tolerować transfery w tej lub innej formie w wysokości ok. €150 mld rocznie. Dla Polski ważne aby do czasu podjęcia decyzji przez Niemcy, nie forsować własnych kroków idących w kierunku pozbawiania się wpływu w sferze polityki pieniężnej.
Cezary Mech, Agencja Ratingu Społecznego
za: http://www.stefczyk.info/blogi/przez-pryzmat-ekonomii/urotragedii-ciag-dalszy-,5898240303