nr 117, luty 2013 r.

Biuletyn Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE.
Nr 117, luty 2013 r.

Od redakcji.

Rok 2013 nie zaczął się pozytywnie. Wciąż brak jest ustawy o wypłacie dożywotnich emerytur kapitałowych, rząd nie przedstawił nawet jej projektu, bądź założeń do niego. Zaawansowany jest natomiast przeglądy rynku OFE, kwestia wprowadzenia benchmarków zewnętrznych i innych działań służących zwiększeniu ryzyka ponoszonego przez członków OFE lub zmniejszenia poziomu ich przyszłych emerytur z części kapitałowej. Rząd kończy też prace nad projektem ustawy zwiększającej limity inwestycyjne OFE za granicą, przy czym otwarcie na zagranicę ma być znacznie szybsze niż pierwotnie zakładano.
Dodatkowo powrócił klasyczny temat zastępczy - poszukiwanie przez rząd kolejnej daty wejścia Polski do strefy euro.
Zapraszamy do lektury kolejnego biuletynu Stowarzyszania.

Redakcja



Propaganda Euro jak w "Radiu Erewań"?
Obecne działania mające na celu przyjęcie przez Polskę Euro nie mają na celu osiągnięcie korzyści ekonomicznych, których nie ma, lecz ograniczenie zakresu suwerenności przez nasz kraj, oraz włączenie w strukturę o charakterze neokolonialnym.



Według niego podobno obrót na złotówce wynosi 10 mld dziennie, więc strata dla sektora byłaby w wysokości 46 mld, a i nie stracilibyśmy na spekulacjach na opcjach walutowych.

Dzisiaj odbyła się kolejna debata programu PiS „Alternatywa” na temat sensowności likwidacji polskiej złotówki. Zanim zaprezentuję swoją opinię na ten temat opowiem o jedynej wypowiedzi dr Rafała Antczaka która zdecydowanie popierała pomysł wejścia do euro i to jak najszybciej. W związku z tym że wystąpienie to było po moim, to niestety nie mogłem do niego się odnieść, ale z przyjemnością rozprawię się z argumentami byłego współautora programu gospodarczego PO w tym miejscu. Chwała Antczakowi że przybył na debatę, ale niestety nie był do niej przygotowany co mu wytknąłem po jej zakończeniu. Jako argument podał obrót na złotówce który podobno wynosi 10 mld dziennie, więc wg niego strata dla sektora w przypadku wejścia polski do euro wynosiłaby 46 mld, a na dodatek polskie przedsiębiorstwa nie straciłyby miliardów na spekulacjach na opcjach walutowych. Argumentacja demagogiczna świadcząca o tym że Pan dr Antczak na rynku kapitałowym się nie zna, z gatunku pseudo podjudzających do banków, na zasadzie że ich strata to nasz zysk. Obsługa handlu zagranicznego ma nieznaczną wartość, więc większość z cytowanego obrotu to działalność spekulacyjna w której o ile jedni z inwestorów tracą to inni adekwatnie zyskują. Banki o ile nie są inwestorami to zyskują za obsłudze tych operacji przy czy my nie zyskujemy na stracie banków, a tak naprawdę jeżeli obrót na złotówce jest tak znaczący to jesteśmy beneficjentami tych operacji gdyż nie ma problemu z płynnością przy obsłudze realnych transakcji i dlatego ponosimy na wymianie nieznaczne koszty transakcyjne. W tym przypadku jak i w przypadku opcji walutowych likwidacja złotówki kompletnie nic nam nie da, gdyż o ile spekulanci będą nadal „grali” ale na innych walutach, to przed spekulowaniem na opcjach walutowych i tak niekompetentnych przedsiębiorców nie uchronimy. Jak będą chcieli to będą nadal tracili na opcjach na euro, tak jak kredytobiorcy hipoteczni ryzykują na kredytach we frankach szwajcarskich.

Ja osobiście do 2009 roku występując w debatach na temat Eurostrefy – w tym na posiedzeniach zarządu NBP – wielokrotnie podkreślałem brak spełnienia warunków optymalnego obszaru walutowego przez Euro. Po wybuchu Eurokryzysu okazało się że główny beneficjent jej funkcjonowania Niemcy, nie tylko nie dokonał koniecznych transferów w wysokości ok. 4% PKB na rzecz dotkniętych asymetrycznym szokiem krajów peryferyjnych, lecz wykorzystał proces dywergencji stóp procentowych do obniżenia kosztów obsługi swojego długu, skłonienia milionów Europejczyków w tym 1 mln Greków do przyjazdu do pracy do Niemiec w miejsce imigrantów z państw muzułmańskich, jak i do zdobycia przewagi konkurencyjnej dla swoich przedsiębiorstw, a w warstwie politycznej na zdominowanie przeżywających kłopoty gospodarcze Europartnerów.

Dlatego o ile dla części opinii publicznej do czasu Eurokryzysu mogło być niezrozumiała niechęć do wstępowania do Euro. Przejawiała się ona straszeniem przed tzw. Eurosceptykami, w tym w przypadku mojego przejścia do NBP nawet na pierwszej stronie GW znalazło się trwożne zapytanie „Czy z Cezarym Mechem wejdziemy do euro?”, to obecnie dalsze wymuszanie na Polsce konieczności wejścia na pokład Eurotytanika musi budzić niepokój. Po wybuchu Eurokryzysu na Eurokonferencji w panelu dotyczącym tego zagadnienia, w którym uczestniczył m. innymi poseł Rosati, zadeklarowałem że przestaję być Eurosceptykiem, bo to przed czym ostrzegałem już się zrealizowało i staję się Demografosceptykiem. Dzisiaj kiedy o konsekwencjach zapaści demograficznej mówią wszyscy, a jest to moment gdy panie z wyżu solidarnościowego powoli nie mogą mieć już dzieci, chciałbym podzielić się pewnymi uwagami dotyczącymi przyczyn tego że jako Polacy jesteśmy mądrzy po szkodzie, a może i nawet po niej nadal głupi.

Obecne działania mające na celu przyjęcie przez Polskę Euro nie mają na celu osiągnięcie korzyści ekonomicznych, których nie ma, lecz ograniczenie zakresu suwerenności przez nasz kraj, oraz włączenie w strukturę o charakterze neokolonialnym. Debata dlaczego tak się dzieje wykracza ramy dyskusji eksperckiej na równi z tą dotyczącą przyczyn niewprowadzenia polityki prorodzinnej jak i generującej miejsca pracy przez ostatnie 20 lat. I nie łudźmy się że przekonując do wyższości złotówki czy też konieczności posiadania dzieci osiągniemy zakładane cele.Gdyż debata nie ma charakteru akademickiego, lecz dotyczy braku mechanizmów wyboru elit naszego kraju którzy mogą podejmować racjonalne decyzje w jego interesie. Dotyczy problemu szerszego, jak sprawić aby osoby kompetentne były nie tylko wybierane ale i mały motywację służenia w interesie dobra wspólnego. Aby po wyborze na czołowe stanowiska nie myślały tylko o tym jak nie być zmuszonym do strzelenia samobója w końcowych minutach gry, bądź jak się dobrze sprzedać drużynie przeciwnika. Ale również przekonanie elit patriotycznych do tego aby nie spychały sfer finansów jako drugoplanowych, których przewodzenie najlepiej powierzyć wykreowanym przez przeciwników celebrytom.

Nie łudźmy się jeśli tej sprawy nie rozwiążemy to nawet posiadanie złotówki nas przed biedą nie uchroni. Przecież przez ostatnie 20 lat cały czas prowadziliśmy fatalną politykę monetarną hamującą wzrost gospodarczy, wspierającą import na koszt coraz większego zadłużania się za granicą i wyprzedawania naszych aktywów. Przecież cały czas kwitnie tzw.carry trade pozwalający inwestorom zarabianie dziesiątków miliardów gdyż nie jest respektowane prawo parytetu stóp procentowych. Wg którego jeśli się utrzymuje się wyższe stopy procentowe to waluta powinna się osłabiać gdyż inaczej pozwala spekulantom na zyski bez ryzyka. Wystarczy pożyczyć w krajach o niższych stopach procentowych zainwestować tam gdzie one są wyższe i jeszcze na dodatek zyskać na kursie wymiany w chwili ich wytransferowywania. Tak więc jeśli nie będzie odpowiedniego doboru elit to i przy złotówce możemy być eksploatowani. Przecież w Generalnej Guberni Niemcy pozostawili przedwojenną złotówkę tylko po to aby drukować je na swoje potrzeby.

Przestrogą dla tych którzy myślą że zastosują „mądrość etapu” niech będzie scena zaprezentowana w TV Polonia ukazująca jak Pani Kanclerz wystawia za okno premiera Hiszpanii aby popełnił samobójstwo. Tam on spotyka zdesperowanego premiera Grecji który się skarży że musi skakać mimo że spełnił wszystkie żądania. Premier Hiszpanii niedowierza i zanim na to się zdecyduje próbuje załagodzić sytuację rozmawia przez okno, że obetnie wydatki (pewnie na emerytury i służbę zdrowia aby spłacać długi względem Niemiec), gdy to nie jest skuteczne solennie obiecuje że nie wystąpi ze strefy euro, a na koniec już w akcie rozpaczy obiecuje że w pucharach wygrają kluby niemieckie.

Ciekawe dlaczego tego typu sceny są nie w normalnej lecz internetowej telewizji TV Polonia, i to nie po Polsku ale po hiszpańsku i z Hiszpanii – u nas satyrycy zamilkli, a przecież to co się dzieje (euro, pakt fiskalny, siadanie przy jednym stole z Niemcami) to zasługuje chociaż na odświeżenie Radia Erewań.

Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

za: www.stefczyk.info/blogi/przez-pryzmat-ekonomii/propaganda-euro-jak-w-radiu-erewan,6772431584

Polski Punkt Widzenia 18 lutego 2013 r.
www.youtube.com/watch

Czy rząd przygotowuje grunt pod ostateczną likwidację OFE?
Dziennik Gazeta Prawna (18-20 stycznia 2013 r.) na pierwszej stronie zamieścił duże czarno-białe zdjęcie twarzy i ręki starszego mężczyzny, na którym dużymi literami napisano „Reforma emerytalna? Wybaczcie, to pomyłka”.

W ten sposób gazeta reklamowała otwierającą ten numer rozmowę Grzegorza Osieckiego i Beaty Tomaszkiewicz z Bogusławem Grabowskim – „Złudzenia szczęśliwego emeryta”.


W rozmowie tej Bogusław Grabowski twierdzi, że wypłaty emerytur powinny być dokonywane wyłącznie przez ZUS, gdyż nie wyobraża on sobie lepszego powszechnego systemu emerytalnego niż system repartycyjny. Uznaje on, że „filar kapitałowy jest złem”. Ponadto Bogusław Grabowski postuluje w okresie pracy swobodę wyboru między ZUS i OFE (bez gwarancji państwa i bez limitów inwestycyjnych), czyli w praktyce likwidację obecnych OFE. Ten drugi pomysł bardzo przypomina scenariusz zrealizowany na Węgrzech przez rząd Orbana. A Bogusław Grabowski przestawiony jest jako członek Rady Gospodarczej przy premierze. Czyżby był to sygnał, że rząd przygotowuje grunt pod ostateczną likwidację OFE?

Warto też zastanowić się nad konsekwencjami oparcia wypłaty świadczeń z obecnej części kapitałowej na zasadach repartycyjnych przez ZUS. Zwłaszcza, że treści rozmowy wynika, że Bogusław Grabowski jest świadomy pogarszającej się sytuacji demograficznej w Polsce. W jej wyniku spadać będzie liczba osób pracujących, bo przechodzące na emeryturę liczne roczniki na rynku pracy będą zastępować coraz mniej liczne roczniki, co jest prostą konsekwencją spadającej dzietności i liczby urodzeń w Polsce. O ile zatem rząd nie zacznie realizować pomysłów surfowanych mu ostatnio przez pewnych celebrytów (którzy próbują do publicznej dyskusji wprowadzić temat zabijania osób starszych i schorowanych) lub nie rozwiąże problemów systemu emerytalnego bądź przez podniesienie wieku emerytalnego w okolice setki, bądź przez takie określenie zasad dostępu do świadczeń publicznej służby zdrowia, że osoby starsze staną przed barierami w praktyce nie do pokonania – znacznemu pogorszeniu ulegnie proporcja między osobami pracującymi, a osobami pobierającymi świadczenia. Przy czym z upływem czasu proporcja ta będzie się pogorszać. Pomysł na finansowanie bieżących świadczeń m.in. ze środków przekazywanych ZUS przez osoby przechodzące na emerytury, a ich przyszłych świadczeń ze składek osób pracujących, gdy oni będą na emeryturze (bo to oznacza proponowana przez Bogusława Grabowskiego repartycyjna zasada wypłaty emerytury także pochodzącej ze środków zgromadzonych w OFE) prowadzi do tego, że im mniej osób pracuje, tym większe obciążenia muszą ponosić. A to najprawdopodobniej prowadzić będzie do dwu równoległych trendów – zwiększonej emigracji zarobkowej przede wszystkim do krajów Europy Zachodniej oraz próby anulowania obecnych zobowiązań emerytalnych. W tym kontekście nie dziwi sprzeciw B.Grabowskiego przeciw uwzględnianiu zobowiązań emerytalnych w analizie rzeczywistego zadłużenia państwa. Swoją drogą zastanawiające jest dlaczego od przedsiębiorstw wymaga się uwzględnienia także zobowiązań związanych z przyszłymi okresami, w tym także w tych systemach, w których pracodawcy prowadzą pracownicze programy emerytalne oparte na mniej nowoczesnych niż w Polsce zasadach – także związanych z nimi zobowiązań, a nie można tego wymagać od państw. Wydaje się wszak, że standardy rachunkowości państw, które są instytucjami publicznymi, powinny być nawet wyższe, niż w odniesieniu do prywatnych przedsiębiorstw.

W swojej ocenie systemu emerytalnego i związanych z nim zobowiązań Bogusław Grabowski popełnia analogiczny błąd, jak minister Rostowski w czasie debaty nad obniżeniem poziomu składki przekazywanej do OFE. Uważa on, że poziom świadczeń zależy od perspektyw demograficznych. Tak było rzeczywiście na samym początku reformy emerytalnej, ale bardzo szybko zorientowano się, że tzw. „waloryzacja” ujemna, czyli obniżenie poziomu świadczeń jest całkowicie nieakceptowana społecznie i wyeliminowano ją z systemu. A to oznacza, że sytuacja demograficzna ma istotny wpływ na kwestię finansowania świadczeń, ale już nie na ich poziom (a przynajmniej na obniżenie ich wysokości).

Tymczasem czas ucieka – rząd zapowiada w tym roku przegląd systemu emerytalnego, wskazując na różnego rodzaju kosmetyczne zmiany często mocno wątpliwej jakości, wciąż jednak brak ustawy o wypłacie dożywotnich emerytur kapitałowych. Czyżby w ramach tego przeglądu miało się okazać, że najlepiej OFE w obecnym kształcie po prostu zlikwidować?

Paweł Pelc
za:www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/czy-rzad-przygotowuje-grunt-pod-ostateczna-likwidacje-ofe,6509995964