nr 122, lipiec 2013 r.
Biuletyn Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE
nr 122, lipiec 2013 r.
Najgorsze perspektywy od I Wojny Światowej!
OK, ZUS jest bankrutem ale perspektywy OFE są nie lepsze.nr 122, lipiec 2013 r.
Najgorsze perspektywy od I Wojny Światowej!
Kryzys trwa w najlepsze mimo iż S&P500 odnotowuje kolejne rekordy. Okazuje się że wartość tego indeksu jak podaje Michael Stothard w artykule Financial Times’a „Inwestorspourhuge sum sinto US equity funds” osiągnęła zawrotną wartość $15 bilionów. Można skonstatować, że to nic dziwnego w sytuacji kiedy drukowanie pieniędzy przez banki centralne w połączeniu z ich wykupywaniem długu państw spowodowała, że rentowności obligacji są bliskie zeru, a możliwość znaczącego wzrostu ich wartości musiałaby spowodować gotowość inwestorów do pożyczania ze stratą kapitału dla siebie. W efekcie obawiając się wzrostu ich rentowności, a przez to spadku ich wartości zaczynają oni uciekać przed nimi. I tak nastąpiło zwiększone zainteresowanie funduszami akcji i to tymi najtańszymi kopiującymi indeksy giełdowe.
ElroyDimson, Paul Marsh i Mike Staunton z London Business School twierdzą że mimo chwilowego ożywienia na okres niskich zwrotów z kapitałów musimy się już teraz przygotować. Gdyż ich wysoki poziom w XX wieku był wynikiem nadzwyczajnych okoliczności które się nie powtórzą, a związanych z powojennym boomem oraz upadkiem „żelaznej kurtyny”. Wg nich dzisiejsze czasy takich perspektyw nie dają, a to z powodu czekającej nas zapaści demograficznej i związanym z tym wyhamowaniem wzrostu, jak i zmianą relacji między oszczędzającymi a wydającymi kohortami społeczeństwa („Now, globaldemographicsgiveinstitutions no room for manoeuvre. As the the „baby boom” cohort retires, the balance shifts those contributing to pensions to those receiving payouts.”)
Powyższe diagnozy współbrzmią z tymi ogłoszonymi przezLiu i Spiegel w opracowaniuFederal Reserve Bank of San Francisco „Boomer Retirement: Headwinds for U.S. Equity Markets?”.W którym toudowodniali oni że decydujący wpływ na wyceny giełdowe mają zmiany w strukturze demograficznej społeczeństw. Z tego punktu widzenia nadziei na wzrost wartości aktywów w najbliższej przyszłości również się nie spodziewali, gdyż gdy chodzi o społeczeństwo amerykańskie, to zauważyli że proces starzenia będzie postępował do 2025 r. I w ślad za nim w zależności od modelu ma dalej spadać wskaźnik P/E do poziomu 8,3-8,4. Poziom wyprzedaży w nadchodzących latach ma być tak znaczący że nawet przy przyjęciu długoterminowego, z lat 1954-2010, trendu wzrostu zysków o 3,42% rocznie, realna cena akcji spadnie o 13% do roku 2021, kiedy to zgodnie z modelem osiągnie swoje lokalne minimum. W późniejszym okresie wraz z perspektywami demograficznego polepszenia sytuacji w Ameryce sytuacja będzie się polepszać, na co Polska liczyć za bardzo nie może w sytuacji kiedy sama zafundowała sobie kryzys na następne półwiecze.
PodobnieFinancial Times w podtytule “BonsIs the 30-year bull run over?” zapytuje co się stanie ze zwrotem w obligacje który w świecie w okresie od roku 1980 był na równi z inwestycjami w akcje i przekraczał ponad 6%. Wielkość nie do osiągnięci w sytuacji paropunktowego kuponu obecnie i zrozumiałego w sytuacji jego spadku z poziomu 15% dla dziesięcioletnich obligacji amerykańskich na początku lat osiemdziesiątych. Gdyż chociaż niektóre emisje bonów już obecnie osiągają zwroty negatywne totrudno aby wystąpiły powody na wystąpienie tego typu anomalii na stałe. Do podobnych pesymistycznych wniosków można dojść po lekturze „Equities Just a bear market rally?” jeśli chodzi o perspektywy dotyczące akcji, które również przytacza nam Financial Times. Otóż tak naprawdę wyższe rentowności dywidend wynoszące 2,04% względem akcji S&P, są oznaką nie taniości akcji lecz brakiem perspektyw inwestycyjnych. I wprawdzie powyższy indeks wzrósł dwukrotnie w ciągu ostatnich czterech lat, to jednak gdy się uwzględni inflację w USA to jest on obecnie na poziomie aż o 18% niższym niż na początku lat dwutysięcznych. Mimo tego jeśli zmierzymy poziom cen akcji używając powszechnie stosowanego wskaźnika Cape (Cyclicallyadjustedprice/earnings ratio) to w roku 2000 był on na rekordowym poziomie 44. A więc znacznie większym niż przedkryzysowy poziom 32,5 w 1929 r. Obecnie wynosi on 23,5 co historycznie zwiastuje zwrot w wysokości zaledwie 1% przez dekadę. Polepszenie nastrojów zwykle następuje gdy Cape osiąga poziom jednocyfrowy.
Z tej perspektywy nie należy się dziwić szefowi AQR Capital Management Cliff Asness’owi zwiastującemu że portfel inwestycyjny składający się z 60% akcji amerykańskich i 40% obligacji będzie miał zwrot w przeciętnej wysokości zaledwie 2,4% w ciągu nadchodzących dziesięciu lat. A więc najgorszy przewidywany zwrot od 112 lat!
W efekcie połączenia aktualnego niedokapitalizowania funduszy emerytalnych, z pesymistycznymi oczekiwaniami dotyczących zwrotów z aktywów zwiastują nadchodzącą katastrofę. Otóż sondaż dokonany przez Create wśród ponad 700 zarządzających $27,4 bilonami aktywów funduszy emerytalnych ogłosił, że aby wypełnić swoje zobowiązania, aż 78% z nich musi przekroczyć 5%-ową wysokość zwrotu. W sytuacji kiedy aż 18% z nich (funduszy emerytalnych o zdefiniowanym świadczeniu) potrzebuje jeszcze więcej bo ponad 8% rocznie, oznacza to pogłębienie kryzysu na rynku kapitałowym, jak i recesję społeczną na niebywałą skalę. W przypadku Polski która przeżywa znacznie głębszy kryzys demograficzny należy się obawiać że powyższe perspektywy zostaną przez nasze pseudoelity opacznie zrozumiane i użyte w nagonce na OFE. I to w sarkastycznym stylu: „OK ZUS jest bankrutem, ale perspektywy OFE są nie lepsze”.
Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego
za: http://www.stefczyk.info/blogi/przez-pryzmat-ekonomii/najgorsze-perspektywy-od-i-wojny-swiatowej,8112527369
Po co Rada do Spraw Ryzyka Systemowego?
będne jest tworzenie nowego dodatkowego organu proponowanego przez projekt ustawy o nadzorze ostrożnościowym nad systemem finansowym – Rady do Spraw Ryzyka Systemowego.Do konsultacji trafił projekt ustawy o nadzorze ostrożnościowym nad systemem finansowym. Z doniesień prasowych wynika, że powstał on w NBP, ale Ministerstwo Finansów wprowadziło w nim swoje poprawki, m.in. pozbawiające KNF uprawnień do wydawania bankom rekomendacji. Podział nadzoru na mikro- i makro- ostrożnościowy to pomysł holenderski. Pozwala on bankom strefy euro, które nie prowadzą już polityki pieniężnej znaleźć nowe zajęcie. Został on także zrealizowany na poziomie UE poprzez powołanie Europejskiej Rady ds. Ryzyka Systemowego z dominującą rolą banków centralnych. Po co jednak wprowadzać dodatkowy twór także w Polsce? Ponieważ nie weszliśmy do strefy euro NBP nie może narzekać na brak zadań – wszak odpowiada za politykę pieniężną państwa.
Zbędne jest tworzenie nowego dodatkowego organu proponowanego przez projekt ustawy o nadzorze ostrożnościowym nad systemem finansowym – Rady do Spraw Ryzyka Systemowego. Nadzór ostrożnościowy nad systemem finansowym może być sprawowany przez już istniejące organy, tworzące sieć bezpieczeństwa systemu finansowego – nie ma powodu, by dodatkowo mnożyć biurokrację. Już istniejące podmioty mają swoje uprawnienia w tym zakresie, istnieje także specjalne forum umożliwiające ich współpracę – Komitet Stabilności Finansowej, działający na podstawie ustawy z dnia 7 listopada 2008 r. o Komitecie Stabilności Finansowej. Jeżeli nawet uznać, że zakres jego kompetencji w zakresie wymiany informacji jest niewystarczający dla celów nadzoru makroostrożnościowego, zamiast tworzyć nowy organ wystarczające byłoby określenie nowego zakresu wymiany informacji, poprzez rozszerzenie ich także na informacje związane z ryzykiem systemowym.
Jest to tym bardziej istotne, że podmioty nadzorowane powinny otrzymywać zalecenia wyłącznie od jednego podmiotu, czyli Komisji Nadzoru Finansowego, a nie od dwu odrębnych podmiotów – Komisji Nadzoru Finansowego i przewidzianej w projekcie ustawy nowej Radzie do Spraw Ryzyka Systemowego. Jeżeli zakres zaleceń KNF uznaje się za niewystarczający, wystarczające byłoby zwiększenie kompetencji KNF w tym zakresie poprzez wyraźne wskazanie o możliwości wydawania zaleceń o charakterze makroostrożnościowym.
Nadzór nad instytucjami finansowymi powinien być skoncentrowany w rękach jednego podmiotu, bez rozbicia na uprawnienia makro- i mikro- ostrożnościowe. Remedium na rozbicie struktury nadzoru nad instytucjami finansowymi, było utworzenie w roku 2006 zintegrowanego organu nadzoru – Komisji Nadzoru Finansowego. Zwielokrotnienie struktury nadzoru nad instytucjami finansowymi znacząco utrudniłoby funkcjonowanie podmiotów nadzorowanych oraz naruszałoby wyrażoną w preambule do Konstytucji RP zasadę pomocniczości. O ile w polskiej praktyce nadzorczej mają istnieć rekomendacje, to powinny one być wydawane przez jeden organ (a nie jak proponuje się w projekcie przez dwa organy KNF i Radę do Spraw Ryzyka Systemowego) i tym organem powinna pozostać Komisja Nadzoru Finansowego.
Niezależnie od powyższych zastrzeżeń ogólnych, wadliwa jest także sama regulacja projektu dotycząca funkcjonowania projektowanej Rady do Spraw Ryzyka Systemowego. Po pierwsze art. 6 ust. 2 zdanie drugie przewiduje, że gdy nie jest możliwy osobisty udział członka Rady w posiedzeniu wyznacza on swojego przedstawiciela, któremu przysługują uprawnienia reprezentowanego członka Rady. Przyznanie Radzie statusu organu administracji prowadzi do konieczności określenia składu tego organu i uniemożliwia skuteczne działanie w zastępstwie członka organu innej osoby nie będącej członkiem tego organu. KPA wyraźnie posługuje się pojęciem członka organu kolegialnego. Zaproponowane w projekcie rozwiązanie jest kopią zapisu art. 5 ust. 1 zdanie drugie ustawy o Komitecie Stabilności Finansowej. KSF jednak nie był organem administracji, a jedynie zinstytucjonalizowanym forum wymiany informacji i współpracy podmiotów mających status organów administracji i banku centralnego. Absolutnie nie można zatem przenosić rozwiązań przewidzianych dla twory takiego jak KSF, do organu administracji.
Po drugie, zgodnie z art. 7 ust. 4 obsługę Rady zapewnia NBP. Rozwiązanie takie ogranicza niezależność banku centralnego, wynikającą z art. 127 Konstytucji RP, bowiem jako aparat pracy Rady, NBP obowiązany będzie wykonywać polecenia członków Rady, będących przedstawicielami innych organów administracji. Jednocześnie obsługa przez NBP Rady w skład, której wchodzą przedstawiciele innych organów administracji może być uznana za bezpośrednie finansowanie przez NBP administracji publicznej lub rządowej,– w obecnej sytuacji budżetowej kraju – za pośrednie finansowanie deficytu finansów publicznych przez bank centralny.
Czy zatem czeka nas kolejny bubel prawny?
Paweł Pelc
Radca prawny, Kancelaria Radcy Prawnego Pawła Pelca
Wiceprezes Agencji Ratingu Społecznego sp. z o.o.
za: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/po-co-rada-do-spraw-ryzyka-systemowego,8135129567