nr 138, listopad 2014 r.
Biuletyn Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE
nr 138, listopad 2014 r.
nr 138, listopad 2014 r.
Komisja tłumaczy samą siebie
Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała na swoich stronach internetowych Pytania i odpowiedzi do Zasad ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych. Czyli przyjęte przez Komisję zasady ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych okazały się na tyle niejasne, że wymagają dodatkowego wytłumaczenia.
Okazało się, że dokument wcześniej przyjęty przez Komisję jest na tyle niejasny, że Komisja musiała przygotować dodatkowe wyjaśnienia swoich rekomendacji. Przyjęte w lipcu przez Komisję Zasady ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych mają 27 stron. Tłumaczące je Pytania i odpowiedzi do Zasad ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych opublikowane przez Komisję – 22 strony czyli ich objętość jest niewiele mniejsza, niż objętość samych zasad.
W toku prac nad Zasadami ładu korporacyjnego wielu uczestników debaty na ich temat podnosiło brak podstaw prawnych do ich wydania przez Komisję. Z Pytań i odpowiedzi wynika, że Komisji nie udało się rozwiać tych zastrzeżeń, bo najobszerniejszym fragmentem nowego dokumentu Komisji jest licząca prawie półtorej strony odpowiedź na pytanie Jaka jest podstawa prawna przyjęcia przez Komisję Zasad Ładu Korporacyjnego. Z wywodów Komisji można się dowiedzieć, że Zasady przyjęte przez Komisję są „formą realizacji obowiązku podejmowania przez organ nadzoru działań służących prawidłowemu funkcjonowaniu rynku finansowego oraz działań edukacyjnych i informacyjnych w zakresie funkcjonowania rynku finansowego.” Komisja twierdzi, że Zasady są aktem nie władczym i „brak jest konieczności wyposażenia organu nadzoru w szczególną normę kompetencyjną, albowiem wystarczające jest odnalezienie łączności między zadaniami organu nadzoru a podejmowanym działaniem.” Ze stanowiska Komisji wynika, że traktuje ona zasady jako akt informacyjno-wyjaśniający, który „nie jest aktem władczym w jakikolwiek sposób”, choć jednocześnie „celem takich działań jest (…) wywołanie określonego zachowania podmiotu nadzorowanego, który jest odbiorcą informacji i w tym sensie komunikat władzy publicznej może rodzić pewne skutki zewnętrzne.” Czyli, tłumacząc nowomowę Komisji na język polski, podmioty nadzorowane nie muszą stosować zasad, ale zasady są wydawane po to były przez nie stosowane. Czyli chyba mamy mieć do czynienia z „uświadomioną koniecznością”?
Dlaczego Komisja czyni takie „wygibasy” słowne. Bo stoi przed nią trudne zadanie – w świetle obowiązującej Konstytucji RP z 1997 r. może działać tylko na podstawie prawa i w jego granicach, a także nie może stanowić prawa. O ile ma upoważnienie do wydawania rekomendacji dotyczących zazwyczaj dobrych praktyk (banki, rynek kapitałowy, spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe), to brak jest regulacji upoważniającej Komisję do wydawania rekomendacji dla wszystkich podmiotów nadzorowanych. Stąd wywód Komisji mający uzasadnić brak konieczności posiadania takiego upoważnienia.
Nie jest to zresztą jedyny problem, przed którym staje Komisja broniąc wydanych przez siebie Zasad. Kilka miesięcy temu Ministerstwo Finansów, przy okazji prac nad założeniami do ustawy o działalności ubezpieczeniowej zajęło jednoznaczne stanowisko, że na gruncie Konstytucji RP z 1997 r. rekomendacje czy wytyczne wydawane przez Komisję (nawet, gdy istnieje ku temu odpowiednia podstawa ustawowa) nie mogą nakładać na podmioty nadzorowane będące ich adresatem żadnych nowych obowiązków, a mogą jedynie interpretować obowiązujące przepisy. W przypadku dobrych praktyk rekomendacje mogą opisywać pewne praktyki w celu ich upowszechnienia, ale Komisja nie może żądać ich przestrzegania przez podmioty nadzorowane, bo wówczas de facto rekomendacje czy wytyczne Komisji stają się po prostu klasycznym „prawem powielaczowym” znanym z poprzedniej epoki. Konstytucja RP z 1997 r. była próbą zapobieżenia takim praktykom. Komisja Nadzoru Finansowego swoimi działaniami udowadnia, że nawet regulacja konstytucyjna nie jest w stanie zapobiec odrośnięciu głowy Hydry „prawa powielaczowego” tworzonego poza parlamentem i organami uprawnionymi do tworzenia prawa, pod pretekstem, że obowiązki nakładane na podmioty będące adresatami takiej „twórczości” legislacyjnej wcale nie są obowiązkami, a zatem nie regulacje te nie są regulacjami prawnymi.
Paweł Pelc
Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/komisja-tlumaczy-sama-siebie,12345352379#ixzz3PHim3NfH
Dlaczego Komisja czyni takie „wygibasy” słowne. Bo stoi przed nią trudne zadanie – w świetle obowiązującej Konstytucji RP z 1997 r. może działać tylko na podstawie prawa i w jego granicach, a także nie może stanowić prawa. O ile ma upoważnienie do wydawania rekomendacji dotyczących zazwyczaj dobrych praktyk (banki, rynek kapitałowy, spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe), to brak jest regulacji upoważniającej Komisję do wydawania rekomendacji dla wszystkich podmiotów nadzorowanych. Stąd wywód Komisji mający uzasadnić brak konieczności posiadania takiego upoważnienia.
Nie jest to zresztą jedyny problem, przed którym staje Komisja broniąc wydanych przez siebie Zasad. Kilka miesięcy temu Ministerstwo Finansów, przy okazji prac nad założeniami do ustawy o działalności ubezpieczeniowej zajęło jednoznaczne stanowisko, że na gruncie Konstytucji RP z 1997 r. rekomendacje czy wytyczne wydawane przez Komisję (nawet, gdy istnieje ku temu odpowiednia podstawa ustawowa) nie mogą nakładać na podmioty nadzorowane będące ich adresatem żadnych nowych obowiązków, a mogą jedynie interpretować obowiązujące przepisy. W przypadku dobrych praktyk rekomendacje mogą opisywać pewne praktyki w celu ich upowszechnienia, ale Komisja nie może żądać ich przestrzegania przez podmioty nadzorowane, bo wówczas de facto rekomendacje czy wytyczne Komisji stają się po prostu klasycznym „prawem powielaczowym” znanym z poprzedniej epoki. Konstytucja RP z 1997 r. była próbą zapobieżenia takim praktykom. Komisja Nadzoru Finansowego swoimi działaniami udowadnia, że nawet regulacja konstytucyjna nie jest w stanie zapobiec odrośnięciu głowy Hydry „prawa powielaczowego” tworzonego poza parlamentem i organami uprawnionymi do tworzenia prawa, pod pretekstem, że obowiązki nakładane na podmioty będące adresatami takiej „twórczości” legislacyjnej wcale nie są obowiązkami, a zatem nie regulacje te nie są regulacjami prawnymi.
Paweł Pelc
Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/blogi/okiem-prawnika/komisja-tlumaczy-sama-siebie,12345352379#ixzz3PHim3NfH