nr 171, sierpień 2017
Od redakcji.
Zapraszamy do lektury sierpniowego Biuletynu, a w nim tekst Prezesa Stowarzyszenia Cezarego Mecha:
Z dużym zainteresowaniem odnotowałem rozpoczęcie dyskusji przez Rzeczpospolitą tematu implementacji Planu Morawieckiego którą rozpoczął artykuł Mariana Piłki „PiS z Balcerowiczem” (http://www.rp.pl/Publicystyka/307319904-Marian-Pilka-PiS-z-Balcerowiczem.html). Przekaz artykułu mówi o tym że Plan Morawieckiego ma bardzo dobrą diagnozę, z której jednak nie wypływają działania rekomendowane przez nauki ekonomiczne, lecz kontynuowana jest poprzednia polityka oparta na wspieraniu wpływowych grup interesów, którą często upraszcza się nazywając Planem Balcerowicza.
Dlatego ze zdziwieniem zauważyłem że nie nastąpiło pogłębienie debaty i próby wyjaśnienia paradoksu, dlaczego słuszna diagnoza jest oderwana od właściwej implementacji i zjawiska PRowego w którym można nawet bardzo ostro atakować personalnie Leszka Balcerowicza, uznawać jego działania za źródło wszelkiego zła i przyczynę wszystkich wypaczeń gospodarczych, i jednocześnie po zwycięskich wyborach oddawać stery gospodarcze w ręce liberałów. W to miejsce opublikowany został polemiczny artykuł Tomasza Dróżdża „Pis i propaganda białoruska” (http://www.rp.pl/Kraj/308089881-PiS-i-bialoruska-propaganda.html) który nie tylko zarysowanej sprzeczności nie wyjaśnia, ale wprost stara się ją zaciemnić (odpowiedz Mariana Piłki w artykule „Odrzućmy "wolny handel"” http://www.rp.pl/Publicystyka/309079883-Marian-Pilka-Odrzucmy-wolny-handel.html). Werbalnie krytykując PiS i jego propagandę sam ją uprawia. Wg autora PiS jest zły nie dlatego że kontynuuje Plan Balcerowicza, lecz dlatego że jego działania nie są autoryzowane przez jego autora i to nawet wtedy gdy wg Mariana Piłki je implementuje. Na potrzeby tego artykułu Marian Piłka staje się PiSowcem gdyż na równi z PiSem krytykuje szkodliwą działalność Leszka Balcerowicza. W efekcie zamiast nakierowania debaty na rozwiązania programowe zmusza się czytelnika do opowiedzenia się za jedną ze stron sporu politycznego.
Dzieje się to mimo tego że autor artykułu krytykując cały czas Mariana Piłkę za brak prezentowania merytorycznych argumentów a nawet brak znajomości praw ekonomicznych, w swoich tezach sam stosuje propagandę aksjomatów, o czym świadczy cała początkowa ich lista, daleką nie tylko od podstaw ekonomii ale i zdrowego rozsądku.
Aby takowego zabiegu dokonać autor staje się nietaktowny, podkreślając że Marian Piłka, bądź co bądź jednego z nielicznych autorytetów jest historykiem, bez jednoczesnego poinformowania czytelników, że jest on absolwentem jednego z prestiżowych ośrodków akademickich USA, a więc na poziomie szkolnictwa biznesowego osoby której autorytetu autor broni. Biorąc pod uwagę fakt że łamy czołowego polskiego dziennika zostały udostępnione studentowi wiodącej uczelni ekonomicznej, do krytyki znaczącej postaci politycznej, należy domniemywać że autor jest wybitnym studentem z ważącymi rekomendacjami. Z tego tytułu polemizując z jego tezami można ocenić stan szkolnictwa ekonomicznego w Polsce.
Główny zarzut stawiany Marianowi Piłce jest związany z określeniem polskiej gospodarki po okresie transformacji jako „neokolonialnej”. Zarzut powyższy jest dziwny, gdyż tezą autora było że Plan Morawieckiego gdy chodzi o diagnozę jest właściwy i w związku z powyższym kontynuując politykę Balcerowicza musi w konsekwencji krytykowaną sytuację pogorszyć. Tomasz Dróżdż do opisu sytuacji Polski po terapii szokowej zawartej w Planie Morawieckiego się nie odnosi, a oburzając się na fakty nie wiadomo dlaczego się z nimi nie zgadza. Podczas gdy dane zawarte w Planie Morawieckiego ukazujące że większość eksportu przemysłowego Polski pochodzi z organizacji gospodarczych kontrolowanych przez podmioty zagraniczne, jak i faktu że kapitał zagraniczny jest właścicielem ponad 2 bln zł aktywów w Polsce w pełni usprawiedliwiają nazwanie struktury takiej gospodarki jako „neokolonialnej”. Stan zależności kapitałowej od zagranicy sprawia że Produkt Narodowy Brutto jest o 90 mld zł niższy od wytworzonego PKB, a relacja bilansu aktywów zagranicy i krajowych za granicą w relacji do PKB dwukrotnie przekracza wskaźniki bezpieczeństwa ustanowione przez instytucje zagraniczne. Do tych i innych podstawowych informacji zawartych w Planie Morawieckiego należałoby się odnieść, zanim postawi się jakikolwiek zarzut nie tylko Marianowi Piłce, ale i wszystkim innym którzy uznają polską gospodarkę po terapii jaką zastosował Balcerowicz, jako będącą w głębokim kryzysie strukturalnym.
Obrona tej terapii z punktu widzenia wywołania nadmiernych procesów inflacyjnych świadczy o słabości wykładanych przedmiotów polityki monetarnej, finansów jak i zarządzania aktywami. Gdyby wiedza o tych sferach była na wyższym poziomie to nie wystąpiłby zarzut „inflacyjny” względem Mariana Piłki lecz merytoryczna krytyka Balcerowicza, który za te skandaliczne procesy był odpowiedzialny. Przecież początkowe niedoszacowanie złotówki musiało skutkować wybuchem nadmiernej inflacji o charakterze podażowym. Która gdy ówczesny rząd Balcerowicza arbitralnie zmienił warunki udzielonych kredytów na powiązane z inflacją, musiała prowadzić do niepotrzebnych bankructw podmiotów gospodarczych, którym nie pozwolono na zrolowanie swoich zobowiązań. Przyspieszyło to procesy prywatyzacyjne, lecz skutkowało zaniżaniem wartości sprzedawanych aktywów i to nie z powodu ich nieefektywności, lecz z powodu struktury kapitałowej niedostosowanej do zmienionych warunków kredytowych. Sztywne ustalenie kursu walutowego w sytuacji panującej hiperinflacji i różnicy stóp procentowych w Polsce i zagranicy prowadziło do olbrzymich strat spekulacyjnych względem kapitału zagranicznego. Gdyż spekulanci mogli osiągać kolosalne zyski bez ryzyka pożyczając na niski procent za granicą i lokując na wysoki procent w Polsce. Również późniejsze stosowanie przez L. Balcerowicza stóp procentowych i aprecjacji waluty do hamowania inflacji, w sytuacji różnicy cen między Polską i zagranicą (które w znacznym stopniu na początku sam Balcerowicz wywołał) również nie tylko osłabiało polski eksport ale zachęcało do carry trade’u inwestorów zagranicznych kosztem wartości aktywów NBP. Świadcząc co najmniej o niekompetencji Balcerowicza co do praw rynku kapitałowego, ale również o brakach edukacyjnych polskich uczelni gdy tego typu oczywisty zarzut ze strony Mariana Piłki może być bezzasadnie krytykowany.
Reprymenda krytyki procesu sprowadzania milionów Ukraińców w sytuacji 2,5 milionowej emigracji zarobkowej Polaków w celu zaniżenia poziomu wynagrodzeń w kraju, świadczy nie tylko o słabości poziomu polskich kursów makroekonomicznych, ale również mikroekonomicznych. Kwestionowanie faktu że masowa imigracja musi skutkować zaniżaniem wynagrodzeń, ukazuje że nawet podstawowe prawo popytu i podaży siły roboczej nie jest dla wszystkich studentów zrozumiałe w ujęciu makroekonomicznym. Nie rozumieją oni również procesu w jaki decyzje inwestycyjne przez przedsiębiorców są podejmowane. O tym że w przypadku wzrostu wynagrodzeń decydują się oni na inwestycje zwiększające wydajność pracy, dokonują przeszkolenia pracowników, sprawiając że w konsekwencji w ujęciu makro wzrastają inwestycje, innowacyjność, jakość pracy pracowników, konkurencja i co najważniejsze przyspieszany jest proces konwergencji.
Podsumowując, należałoby podkreślić że podejmowane próby apoteozy Balcerowicza muszą prowadzić do konfliktu z podstawowymi prawami finansów. Polska która w ostatnim ćwierćwieczu poniosła straty w postaci braku 4 mln dzieci do prostej zastępowalności pokoleń, plus 2,5 mln emigrantów, już po 2030 r. nie będzie się rozwijać, a co tam dopiero „osiągnąć największy w ostatnich 300 latach sukces” (sic!) Można być i w „NATO i UE” i być gospodarką „peryferyjną”, gdy wynagrodzenia w sąsiednim kraju są czterokrotnie wyższe. I ma rację Marian Piłka mówiąc o „stagnacyjnym wzroście” gdyż kieruje swoje słowa do finansistów którzy rozumieją, że oznacza to taki poziom wzrostu który przy narastającym poziomie zobowiązań jest niewystarczający do utrzymania rozwoju w dłuższej perspektywie. Gdyby kierował te słowa do historyków to powiedziałby że Polska odnosi Pyrrusowe zwycięstwa. To jedynie propagandyści mogą jednocześnie uważać że brak swobód obywatelskich w kraju postkomunistycznym może sprzyjać wzrostowi gospodarczemu i jednocześnie bezpodstawnie oskarżać adwersarzy o szerzenie propagandy komunistycznej.
Cezary Mech